WYJAZD WAKACYJNY RODZINY BOGA - RYMANÓW 2016

 

Genezis

Na początku roku na jednym ze spotkań ustalono termin i miejsce kolejnego wyjazdu wakacyjnego. Jako, że poprzedniego roku gościliśmy na północy naszego kraju, oczywistym stało się faktem, że tegoroczny wyjazd musi być na południe. Po krótkiej debacie padło na przedpole Bieszczad, a konkretnie na Rymanów Zdrój. Miejscowość raczej o charakterze uzdrowiskowo-spacerowym, ale mając na uwadze doświadczenia lat poprzednich i to że w naszej grupie jest sporo dzieci w wieku przedszkolnym, stwierdziliśmy, że celem zapewnienia odpowiedniego komfortu wychowawczo-opiekuńczego wybór Rymanowa będzie właściwy. Oczywiście nie zamierzaliśmy zasilać swoimi osobami rzeszy kuracjuszy - choć i taki scenariusz był przewidywany. Rymanów-Zdrój miałby stanowić dla nas bazę wypadową na eksplorację najbliższego terenu. Termin ustalono na koniec sierpnia i pozostało tylko oczekiwać na jego nadejście.

Dzień 1

W trakcie roku niezastąpiony w tych działaniach Mieczysław Michalski zwany dalej Mietkiem zarezerwował nam miejsce w dość, jakby to powiedzieć ekskluzywnym miejscu bo nie gdzie indziej tylko w noszącym dumną nazwę pensjonacie Asturia, co spotkało się z ogromnym zadowoleniem i aprobatą grupy.
A więc 21 sierpnia do pensjonatu Asturia (prawda, że ekskluzywnie brzmi) zaczęły się zjeżdżać hordy spragnionych wypoczynku członków Rodziny Boga. Zjeżdżały się dzień cały z wszelkich zakątków kraju i zagranicy, wszakże każdy gdzieś jeszcze był na wojażach. Ale na wieczornym spotkaniu w pomieszczeniu klubowym pensjonatu Asturia byli już wszyscy włącznie z naszym duszpasterzem księdzem, salezjaninem, Darkiem Porzuckiem. Ustalono wszystkie potrzebne rzeczy, harmonogramy i przepisy, a ksiądz Darek po krótkim słowie na dobranoc – wszak wszyscy znużeni byli podróżą – pobłogosławił nas i rozesłał na spoczynek

(Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)


Dzień 2

I Pan Bóg stworzył deszcz i zobaczył, że jest dobry . No cóż zachwyceni tym co prawda nie byliśmy, ale deszcz jest potrzebny. Po porannej gimnastyce, śniadaniu, na mszy św. odprawionej w miejscu zakwaterowania podziękowaliśmy za spokojną noc i tą pogodę, bo dzięki niej uruchomiliśmy plan awaryjny i pojechaliśmy do nieodległego Rymanowa do prywatnej huty szkła „SABINA”. Huta ta, wyglądała z zewnątrz bardzo niepozornie, wręcz jak jakiś zakładzik, ale w środku….
Ło matko jakie tam były cudeńka i wszystko ze szkła . Aż trudno było uwierzyć, że to wszystko powstało na miejscu, ale pokaz kunsztu pracowników huty jaki odbył sięna hali produkcyjnej rozwiał wszelkie wątpliwości . Pokaz był tym atrakcyjniejszy, że co odważniejsze dzieci mogły same spróbować samodzielnie, ale pod okiem samego mistrza wydmuchać jakiś kształt . Po pokazie zostaliśmy zaproszeni do galerii, aby zobaczyć inne dzieła i tu wszyscy zaniemówili z wrażenia . Zresztą po co pisać, zobaczcie sami.
Jako, że pogoda nie odpuszczała, dalszą część dnia spędziliśmy w budynku na konferencji księdza Darka oraz na warsztatach prowadzonych przez nasze fachowe siły pedagogiczne w osobie Patrycji i Małgosi . A wieczór, jako że cały obiekt był nasz, spędziliśmy na zajęciach klubowych, grając, dyskutując i wymieniając się wszelkimi opiniami na tematy różne.

(Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)


Dzień 3

Deszcz poczuł się ogromnie ważny i to go tak rozochociło, że postanowił sobie jeszcze popadać . Nie wzbudziło to naszego zachwytu, ale że jako mieliśmy w planie zwiedzać obiekty zamknięte specjalnie się tym nie przejęliśmy . Po porannym rozprostowaniu na gimnastyce zaspanych mięśni i zasileniu naszych organizmów w energię wyruszyliśmy do Komańczy do klasztoru sióstr Nazaretanek gdzie od 29 października 1955 do 28 października 1956 internowany był Prymas Tysiąclecia Kardynał Stefan Wyszyński . Po dotarciu na miejsce, jako że deszcz sobie odpuścił postanowiliśmy się nieco rozruszać i zamiast wyjechać do samego klasztoru, zostawiliśmy nasze pojazdy na dolnym parkingu i na piechotę udaliśmy się w dalszą drogę . W klasztorze powitała nas siostra zakonna i zaprosiła do sali prelekcyjnej, gdzie przybliżyła nam historię klasztoru i pobytu kardynała Wyszyńskiego . Dalsze plany obejmowały Mszę Świętą w klasztornej kaplicy, którą animowały scholanki pod dyrekcją Karoliny, zwiedzanie pokoju pamięci z przedmiotami których używał kardynał Wyszyński, a na zakończenie konferencja księdza Darka w sali prelekcyjnej. W trakcie tej ostatniej nagle zrobiło się bardzo jasno i przez okna wpadły promienie słoneczne i pojawił się błękit nieba co wprawiło nas w doskonały nastrój . W drodze powrotnej do samochodów stwierdziliśmy że głód nam zaczyna dokuczać za nadto, a do domu daleko, więc zahaczyliśmy o leżące przy drodze schronisko, gdzie każdy posilił się według swoich potrzeb . Hitem okazały się naleśniki z jagodami, no po prostu palce lizać. Następny punkt na naszej drodze to odbudowana po pożarze w 2006 roku cerkiew prawosławna w Komańczy . Pogoda rozkręciła się na dobre, słoneczko nas ogrzewało kiedy na trawie przed cerkwią czekaliśmy na duchownego, który miał nas oprowadzić. Kiedy otworzyły się podwoje cerkwi, poraziła nas mnogość barw jaka biła od ikonostasu. No po prostu bajka, ale to trzeba zobaczyć na żywo bo żadne zdjęcie tego nie odda . Więc jak kto będzie w pobliżu Komańczy to niech zaglądnie do cerkwi pod wezwaniem Opieki Matki Bożej . Po powrocie do naszej bazy w pensjonacie Asturia, wieczorem nasz dyżurny psycholog czyli Patrycja S. zaznajamiała nas ze sposobami radzenia sobie ze stresem. A po wykładach, jak co dzień zacieśnialiśmy nasze znajomości, dyskutując przy kawie scrablach i bilardzie. Dopiero świadomość, że jutro też jest dzień pełen planów wygonił nas do łóżek.

(Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)


Dzień 4

Słoneczna pogoda rozgościła się na dobre, miała przy tym lekki wietrzyk do towarzystwa co razem zapewniało bardzo komfortowe warunki . W sam raz na poruszanie się w plenerze. No więc wyruszamy na zwiedzanie skansenu architektonicznego w Sanoku, jako, że teren ekspozycji jest bardzo rozległy zarezerwowaliśmy na tą atrakcję cały dzień. Na miejscu podzieliliśmy się na dwie grupy i każda ze swoim przewodnikiem ruszyła na wyprawę po czasach minionych. Zwiedzaliśmy stare domostwa, świątynie, zapoznając się z rytmem życia dawnej Polski . Przewodnicy starali się nam przybliżyć tamte czasy opowiadając o życiu i zwyczajach naszych przodków . Po ponad 3 godzinach zwiedzania zmęczeni i zadowoleni postanowiliśmy trochę odpocząć w miejscowej karczmie, po czym wsiedliśmy do naszych stalowych powozów i co koń mechaniczny wyskoczy pognaliśmy do Rymanowa Zdroju . Wieczorem jak zwykle zacieśnialiśmy przyjaźnie przy kawie i herbacie.

(Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)


Dzień 5

Dziś mamy dzień „wolności” czyli …. rób ta co chce ta. Każdy jedzie gdzie chce, z kim chce i kiedy chce. Jak zwykle po śniadaniu i porannej Mszy Świętej ekipy ruszyły w teren . Jako, że jesteśmy blisko Bieszczad znaleźli się amatorzy wędrówki na połoninę Careńską . Wyjechali wcześnie rano, a wrócili późnym wieczorem, niebiańsko zadowoleni i piekielnie zmęczeni, poszli z marszu spać, dopiero dnia następnego coś nam opowiedzieli . Pozostałe grupy wyruszyły do okolicznych miast i miasteczek eksplorując ich zasoby kulturalne. Piszący te słowa dołączył do grupy zwiedzającej Rymanów – Zdrój, która po degustacji lokalnych wód leczniczych wyruszyła na długi spacer ścieżką przyrodniczą podziwiając okoliczną florę i faunę . Jako że w grupie mieliśmy dziecięce pojazdy dwuśladowe zwane potocznie wózkami wraz pasażerami nasze możliwości zwiedzania były ograniczone do traktów bitych. W pewnym momencie wynikającym z potrzeb naszych milusińskich grupa podzieliła się na tych co kontynuowali spacer po cywilizowanych drogach i na amatorów trochę bardziej ekstremalnych wrażeń i ta druga grupa poszła do nieistniejącej dziś już wsi Wołtuszowa, która znajdowała się u podnóża góry Dział nad Desznem, a stamtąd wróciliśmy tzw. ścieżką zdrowia do centrum Rymanowa –Zdroju, a następnie do naszej luksusowej bazy . Pozostała część dnia upłynęła nam na dostarczaniu sobie drobnych przyjemności estetycznych i kulinarnych . Wieczorem ci co mieli jeszcze siłę, kontynuowali przy kawie lub herbacie pielęgnowanie relacji międzyludzkich.

(Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)


Dzień 6

Dzień kolejny naszego wyjazdu rodzinnego . Do południa mieliśmy zajęcia warsztatowe z rozwiązywania konfliktów rodzinnych, Patrycja na przykładach i odgrywanych przez uczestników scenkach tłumaczyła nam zawiły i skomplikowany język relacji damsko - męskich w rodzinie . Wiedza bardzo użyteczna i mam nadzieję, ze zostanie wykorzystana we właściwym czasie. Po warsztatach wyruszyliśmy do rezerwatu „PRZĄDKI” położonego między miejscowościami Korczyna i Czarnorzeki. Ten rezerwat to grupa skał z którą wiąże się legenda o siostrach, które pracowały w dzień świąteczny i za karę zostały zamienione w kamienie i to całkiem spore. Jak zwykle w takich przypadkach nie obyło się bez zdjęcia grupowego u podnóża największej skały. Jako, że dziś piątek na popołudniu mieliśmy zaplanowaną drogę krzyżową w plenerze . Okazało się, że w nieodległym Rymanowie na uboczu jest taka mała Kalwaria, więc sprawę mieliśmy ułatwioną i po obiedzie wyruszyliśmy śladami męki Pana naszego Jezusa Chrystusa . Po początkowym łatwym podejściu po asfalcie musieliśmy się wspiąć na całkiem spore wzgórze, na którego szczycie była scena ukrzyżowania oraz kaplica Grobu Pańskiego . Dowiedzieliśmy się przy okazji, że owa kaplica nie była używana od prawie 20 lat i że specjalnie na naszą drogę została wcześniej wysprzątana przez zaprzyjaźnionych Rymanowian . Dopełnieniem był widok na skąpaną w zachodzącym słońcu dolinę. Postanowiliśmy wrócić tu nazajutrz, aby odprawić w tym miejscu Mszę Święta . Jako, że dziś czas bardzo działał na naszą niekorzyść nie pozwalając nasycić oczu wspaniałymi widokami natury, w pośpiechu opuściliśmy wzgórze i pognaliśmy na kolację, po której udaliśmy się do kościoła w Rymanowie Zdroju gdzie uczestniczyliśmy we wspólnotowej Mszy Świętej . Wieczór spędziliśmy na oglądaniu gwiazd i dokończeniu projekcji filmu, którego początek był motywem przewodnim przedpołudniowych warsztatów

(Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)


Dzień 7

Nic na tej ziemi nie trwa wiecznie, tak samo nasz rodzinny wyjazd dobiega już końca . Dziś w zasadzie ostatni dzień, bo jutro do południa wyjeżdżamy, ale póki co realizujemy program . Do obiadu były intensywne warsztaty i konferencja księdza . Patrycja wyciskała z naszych mózgów siódme poty, a ksiądz Darek opowiadał o relacjach z Naszym Ojcem w Niebie . Na szczęście nasza ekipa do zadań specjalnych w osobach Karoliny i Michała zapanowała na naszymi milusińskimi, uwalniając niektórych z nas od troski o ich bezpieczeństwo. Czas do obiadu spędziliśmy bardzo intensywnie, a po obiedzie udaliśmy się na Mszę Świętą do kaplicy wieńczącej wczorajszą drogę krzyżową . W otoczeniu wspaniałej przyrody wysłuchaliśmy Słowa Bożego . Wieczór należał do nas . Ognisko na tyłach pensjonatu, trochę smakołyków, rozmowy i piosenki dopóki chłód nocy i zmęczenie nie kazały udać się na spoczynek.

(Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)


Dzień 8

Piękno natury w otoczeniu, której przebywaliśmy sprawiała, że nikomu nie chciało się wracać, ale cóż, urlopy się kończą, rok szkolny za pasem, nie ma rady, pakujemy się. Pensjonat powoli pustoszeje, ostatnie spojrzenie na piękny krajobraz i zjeżdżamy do centrum miasta, do kościoła na ostatnią wspólnotową Mszę Świętą. Pozostało tylko wsiąść do samochodów i odjechać, ale trudno się rozstać, więc małymi grupkami wybieramy się jeszcze na spacer po Rymanowie Zdroju, aby jeszcze raz zakosztować wspaniałych lodów i nasycić oczy pięknem natury na zapas. Do zobaczenia za rok.

(Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)

Szybki kontakt

Kościół Rektoralny Salezjanów
      pw. MB Wspomożenia Wiernych

Adres: Tyniecka 39, Kraków 30–323

Telefon: +48 122 663 611

Email: info@losiowkasdb.pl

Strona: losiowkasdb.pl

Bank: 62 1600 1013 1847 8609 2000 0004


Kancelaria parafialna - godziny urzędowania:

  • wtorek, piątek, godz. 1600-1730