1936 - BRYGIDA MAZANIEC, NASZA DOBRODZIEJKA

 CZYN GODNY NAŚLADOWANIA

("Pokłosie Salezjańskie" 10:1936, str. 290-291)

Z rzeczy boskich najbardziej boską jest pracować nad zbawieniem dusz” – tak wyrzekł wielki chrześcijański uczony Dionizy. Wzniosłe to zadanie spoczywa w pierwszym rzędzie na kapłanach Kościoła Katolickiego. Lecz praca nad zbawieniem dusz staje się niejednokrotnie udziałem gorliwych katolików świeckich, którzy otwierają duszom podwoje do szczęścia doczesnego i wiecznego, już to osobiście przez dobre słowo i modlitwę, już to dopomagając młodzieńcom o powołaniu kapłańskim do osiągnięcia wzniosłego celu.

Do takich osób o wysokim zrozumieniu apostolstwa katolickiego należy p. Brygida Mazaniec z New Jorku. Od księdza Salezjanina, który głosił słowo Boże wśród rodaków za oceanem dowiedziała się o pracy, jaką zakreśliło sobie Zgromadzenie Salezjańskie w Polsce i o trudnościach, na jakie apostolstwo salezjańskie jest narażone z powodu wielkiego niedoboru finansowego, wywołanego przez szybki rozrost dzieła św. Jana Bosko w Polsce i przez zastraszający kryzys.

Postanowiła wspaniałomyślnie przyjść w pomoc.

 

I oto rzadki objaw miłosierdzia chrześcijańskiego w dzisiejszych trudnych czasach: Pani Mazaniec funduje stypendia dla dwóch kleryków salezjańskich po jednym tysiącu dolarów, aby mogli dotrzeć do szczytnych ideałów kapłańskich. Nie na tym koniec! Dowiedziawszy się, że Salezjański Instytut Teologiczny w Krakowie pozbawiony kaplicy godnej seminarium duchownego, jest zmuszony przystąpić do budowy nowej kaplicy, ofiaruje wspaniałomyślnie 500 dolarów na główny ołtarz do przyszłej kaplicy. Słusznie więc możemy powiedzieć, że Pani Mazaniec jest twórczynią wspaniałych pomników, które głosić będą donośnie jej szlachetne imię.

Salezjanie, a zwłaszcza Instytut Teologiczny w Krakowie i Studentat Filozoficzny w Marszałkach ze swej strony serdecznie dziękują Pani Mazaniec za hojny dar. Wdzięczność ich nie ograniczy się do prostych frazesów, lecz modlitwami starać się będą spłacić dług wdzięczności zaciągnięty wobec Przezacnej Dobrodziejki, a obydwaj kandydaci do kapłaństwa, stanąwszy kiedyś przy ołtarzu, obok imienia swoich rodziców, postawią imię tej, która im dopomogła do osiągnięcia wymarzonego celu.

Jeżeli szklanka wody podana w imię Pańskie nie pozostanie bez nagrody, to cóż dopiero taki szlachetny czyn!

Niech wspaniały przykład Pani Mazaniec pociągnie za sobą zastępy naśladowców!