1947 - WYDARZENIA NA ŁOSIÓWCE

 Rok 1947 na Łosiówce – Rozbudowa kaplicy i rozwój Oratorium

(„Łosiówka - Salezjański Instytut Teologiczny”, „Pokłosie Salezjańskie” 11:1947, str. 275 – 277)

Pożółkłe liście drzew coraz gęściej zaścielają ziemię, tworząc wzorzyste dywany i szeleszcząc przy dotknięciu; ogród na Łosiówce zaczyna być nieciekawym, bo przez konary owocowych drzew widać z każdym dniem szerszą polać nieba. Londyńskie po prostu mgły i opary okupują szerokie brzegi Wisły.

W Sal. Instytucie Teologicznym w Krakowie panuje mimo smętnej jesieni wszędzie ruch i ożywienie. Prawie dwa miesiące minęło od inauguracji r. szkol. 1947/8. Nauka rozpoczęła się 8 września uroczystym triduum. 50-ciu alumnów zabrało się raźnie do pracy umysłowej. Przeproszono, odłożone dwa miesiące temu, podręczniki Pesch’a, Tanquerey’a, Noldina schowano je z pewnym onieśmieleniem do pulpitów, ułożono równo, z walizek wyciągnięto zapiski, skrypty, zeszyty, i... zaczęto się uczyć. Dziś już wszyscy klerycy wciągnęli się w regularny rytm pracy naukowej. Nawet gdy trzeba było przez pierwszych 10 dni października kopać ziemniaki, buraki, ścinać i zwozić kapustę, - nawet wtedy nie zapomniano o książkach.

 

Jednostajną nieco pracą umysłu przerywają nierzadko różne uroczystości domowe, i tak 28 września cała Łosiówka obchodziła niecodzienne święto: złoty jubileusz profesji zakonnej p. Szkopka. Współbrat ten spędził już 50 lat w Zgromadzeniu Salez. Kilkanaście lat pracował na misjach w Ameryce Płd., był następnie długoletnim przewodnikiem po katakumbach św. Kaliksta w Rzymie, po czym nie szczędził swych sił i zdrowia, pełniąc wielorakie obowiązki w różnych zakładach salezjańskich w Polsce.

Klerycy zgotowali mu bardzo serdeczną owację, ze śpiewami i przemowami, a telegramy gratulacyjne od J. Em. Ks. Prymasa Hlonda, Ks. Generała Ricaldonego i ks. Insp. Ślósarczyka, dodały tej rzadkiej uroczystości powagi i wesela.

11 października wieczorem zawitała do nas orkiestra oświęcimskiego zakładu i przez pól godziny grała dawno niesłyszane marsze, budząc wspomnienia przedwojennych, lepszych dni.

Miłym też momentem w życiu studentów teologii i filozofii było powitanie Ks. Insp. Ślósarczyka, który po blisko dwumiesięcznej nieobecności powrócił z Kapituły Gen. z Turynu.

W nowej kaplicy ułożono już piękną posadzkę z cementowych kwadracików o wymiarze 1,5 cm x 1,5 cm. Wzorzyste desenie bawią oko. Wnętrze kaplicy wygląda teraz jak z baśni, brak tylko witraży, ale i te z pewnością niedługo zabłysną z okien.

Na Łosiówce płynie potrójny nurt życia. Przy zakładzie bowiem istnieje oratorium, które pod względem organizacyjnym słusznie może uchodzić za wzór dla podobnych skupisk młodzieży.

Dzięki uprzejmości kierownika, miałem możność zwiedzenia lokali i boiska, poznałem w miniaturowym przynajmniej przekroju nastroje chłopców, ich stosunek do wychowawców, do kolegów i do samego ośrodka, który ich skupia.

Praca w oratorium oparta jest na samorządzie. 120 - oratorianów tworzy pięć sekcji: ministrantów (młodszych i starszych), harcerzy (9 Podgórska D.H.) i zuchów, sekcję dramatyczną, sportową i chór. Sekcje wyłaniają swoje zarządy, z tych zaś tworzy się Główny Zarząd Oratorium, który wspólnie z kierownikiem organizuje życie tych malców. Prawdziwe państwo młodych obywateli.

Wchodzimy z ks. kierownikiem do gmachu oratorium. W przedsionku na ścianie wisi duża czarna tablica ogłoszoniowa. Czytamy dwa świeże komunikaty:

1) „Jutro w piątek 17.10 odbędzie się zebranie Zarządu Oratorium o godz. 19-tej”.

2) „Do Złotej Księgi wpisani zostali za szczególną pracę w oratorium następujący członkowie...”

I tu następuje lista trzynastu wyróżnionych. Zachęcający przykład dla innych.

Do kancelarii kierownika, cisną się chłopcy z kolorowymi legitymacjami członkowskimi. Wszyscy składają je tutaj do podstęplowania. Odbiorą przy wyjściu.

Idziemy do „harcówki”. Czystość i porządek urzekają widza. Podłoga wyłożona linoleum, ściany ozdobione portretami, wybitnych harcerzy i dyplomami z mistrzostw hufcowych w tenisa stołowego. „9-tka” bowiem zdobyła dwa razy pierwsze miejsca w rozgrywkach ping-pongo-wych: w 1945 i 1947 r.

Następna sala to jadalnia. Stoły ustawione w podkowę, wszędzie czysto i przyjemnie. Chłopcy otrzymują dożywianie w godzinach popołudniowych.

Z jadalni udajemy się korytarzykiem do sali gier. Stoją tu dwa stoły ping-pongowe i dwa bilardy - wist. Chłopcy bawią się wesoło, bez zbytniego jednak hałasu. Na twarzach ich widać zadowolenie.

Lokal oratoryjny został świeżo odnowiony. Potrzeba było na to funduszów. Pytam się więc ks. kierownika, z jakich źródeł czerpie pieniądze na tego rodzaju inwestycje.

- Urządzamy przedstawienia, z których dochód w części przynajmniej zaspakaja nasze potrzeby. Od uroczystej inauguracji roku oratoryjnego w dn. 14.9 1947 r. odegraliśmy już dwie sztuki: jedną pełną humoru komedię pt.: „Trzej spadkobiercy” i drugą o podłożu dydaktycznym pt.: „Zaklęta królewna”. Tę ostatnią graliśmy trzy razy. Obecnie przygotowujemy „Biesiadę”.

Piękna sala teatralna gościnnie zaprasza wszystkich przyjaciół dzieł św. Jana Bosko.

Wychodzimy na boisko. Tu panuje ruch. Piłka nożna cieszy się wielkim powodzeniem. Młodzi sportowcy ćwiczą się z zapałem, chcąc przecież wygrać z innymi drużynami.

Na zakończenie pytam się ks. kierownika, z jakich środowisk pochodzą oratorianie.

- Prawie wszyscy są synami robotników. Mieszkają w tzw. „Miejskich blokach” - osiedlu robotniczym.

Rodzice chętnie powierzają swe dzieci opiece księży Salezjanów, którzy je przygarniają i z bezinteresownym poświęceniem zastępują im matki i ojców, stwarzając drugie ciepłe ognisko życia rodzinnego. Z. M.